Mówi się, że rozstanie to ból złamanego serca. To gorzkie łzy wymieszane z żalem do drugiej osoby.
To lody z popcornem, rozmazany makijaż i fryzura w nieładzie. To palenie pamiątek po wypalonym uczuciu.
Spustoszenie emocjonalne, obwinianie drugiej osoby, obwinianie siebie. Płacz i jeszcze więcej lodów.
To zapijanie smutków alkoholem i wieczorne telefony do eksa.
Fuu...!Aż zalatuje stereotypowym bełkotem.
Rozstanie można przeżyć!
Baaa nawet można przeżyć je z godnością, bez rujnowania sylwetki kolejną bombą kaloryczną, bez robienia z siebie porzuconej idiotki.
Jestem teraz wolna. Jestem młodą, śliczną i niezależną kobietą. Znam swoją wartość, nie ogranicza mnie żaden facet! Mogę z czystym sumieniem iść z koleżankami na piwo i zalotnym spojrzeniem obdarowywać tego uroczego bruneta ze stolika obok. Do licha przecież ja zawsze wolałam brunetów! Dla czego więc związałam się z blondynem?
Szczeniackie zauroczenie ogarnęło moje serce kilka lat temu. Po miesiącach wzdychania do bruneta z ze szkolnej ławki, ktoś w końcu odwrócił moją uwagę. Nie powiem, byłam szczęśliwa, mamy za sobą fajne wspomnienia, wspólne wakacje, wyjazdy. Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia.
Teraz wiem czego chce i jakiego faceta szukam. I z kim napewno być nie chce.
Związek był dla mnie nowym doświadczeniem. Zmienił mnie i na kierunkował na nową ścieżkę życia.
I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Jestem wolna, mogę zdobywać świat bez ograniczeń. Z nową siłą. Być może i siła naładowana jest negatywnymi emocjami, które są we mnie i pomału ze mnie ulatują. Ale nie ważne skąd bierze się siła, ważne by doprowadziła nas do upragnionego celu!
Mój cel? Szczęśliwa nowa ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz