Mówi się, że rozstanie to ból złamanego serca. To gorzkie łzy wymieszane z żalem do drugiej osoby.
To lody z popcornem, rozmazany makijaż i fryzura w nieładzie. To palenie pamiątek po wypalonym uczuciu.
Spustoszenie emocjonalne, obwinianie drugiej osoby, obwinianie siebie. Płacz i jeszcze więcej lodów.
To zapijanie smutków alkoholem i wieczorne telefony do eksa.
Fuu...!Aż zalatuje stereotypowym bełkotem.
Rozstanie można przeżyć!
Baaa nawet można przeżyć je z godnością, bez rujnowania sylwetki kolejną bombą kaloryczną, bez robienia z siebie porzuconej idiotki.
Jestem teraz wolna. Jestem młodą, śliczną i niezależną kobietą. Znam swoją wartość, nie ogranicza mnie żaden facet! Mogę z czystym sumieniem iść z koleżankami na piwo i zalotnym spojrzeniem obdarowywać tego uroczego bruneta ze stolika obok. Do licha przecież ja zawsze wolałam brunetów! Dla czego więc związałam się z blondynem?
Szczeniackie zauroczenie ogarnęło moje serce kilka lat temu. Po miesiącach wzdychania do bruneta z ze szkolnej ławki, ktoś w końcu odwrócił moją uwagę. Nie powiem, byłam szczęśliwa, mamy za sobą fajne wspomnienia, wspólne wakacje, wyjazdy. Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia.
Teraz wiem czego chce i jakiego faceta szukam. I z kim napewno być nie chce.
Związek był dla mnie nowym doświadczeniem. Zmienił mnie i na kierunkował na nową ścieżkę życia.
I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Jestem wolna, mogę zdobywać świat bez ograniczeń. Z nową siłą. Być może i siła naładowana jest negatywnymi emocjami, które są we mnie i pomału ze mnie ulatują. Ale nie ważne skąd bierze się siła, ważne by doprowadziła nas do upragnionego celu!
Mój cel? Szczęśliwa nowa ja.
Z pamiętnika singielki.
niedziela, 13 października 2013
sobota, 12 października 2013
Co było, już nie wróci więcej.
31 grudnia 2011roku.
19 lat minęło jak jeden dzień. Nadszedł upragniony sylwester drobna blondynka, wiele nieznajomych osób, a w tłumie ON. Oboje radośni pewni siebie i beztroscy. Odrazu znaleźli współny język.
Po dwóch miesiącach byli już parą. Dla obojga wszystko to co przeżywali było czymś zupełnie nowym, nieznanym.
Pierwszy namiętny pocałunek, pierwsze "Kocham Cie", pierwszy sex. Dla przyjaciół i znajomych byli idealnie dobraną parą. Świetnie się dogadywali, rozumieli bez słów. Nigdy się nie kłócili, zawsze byli idealnie zgodni. Byli wzorem dla innych par. Sielanka skończyła się po półtora roku.
nagle zaczęły się kłótnie. Każda mała błachosta była idealnym powodem do kolejnej sprzeczki. Zaczęli się od siebie oddalać. Ich miłość nie słabła, ale odległóść między nimi była coraz większa.
Pierwsze szantaże, pierwsze słowa mówiące o rozstaniu. Pierwsze łzy i pierwsze rysy na ich nieskazitelnym uczuciu. Wiele razy dawali sobie kolejne szanse. Upływały dni, tygodnie aż w końcu długie miesiące. Wszystko otoczone nadzieją, że ich miłość jeszcze ma szanse, wiara, że wszystko jeszcze da się odbudować. Można zacząć od nowa. Można poznać się na nowo i na nowo w sobie zakochać.
Przez rok żyli w słodko-gorzkiej obłudzie. Pamiętając początki swojej znajomości, nie chcieli dopuścić myśli, że ich koniec jest blisko.
W końcu przestali się lubić. Ich miłość ulotniła się wraz z pierwszymi podmuchami jesiennego wiatru. Nadszedł czas decyzji, ich wspólny czas dobiegł końca.
Ich serca przepełnił strach i olbrzymi żal. Zabrakło im odwagi by ten ostatni raz spojrzeć sobie w oczy, by ten ostatni przytulić się do siebie.
Spędzili ze sobą 31 miesięcy...
19 lat minęło jak jeden dzień. Nadszedł upragniony sylwester drobna blondynka, wiele nieznajomych osób, a w tłumie ON. Oboje radośni pewni siebie i beztroscy. Odrazu znaleźli współny język.
Po dwóch miesiącach byli już parą. Dla obojga wszystko to co przeżywali było czymś zupełnie nowym, nieznanym.
Pierwszy namiętny pocałunek, pierwsze "Kocham Cie", pierwszy sex. Dla przyjaciół i znajomych byli idealnie dobraną parą. Świetnie się dogadywali, rozumieli bez słów. Nigdy się nie kłócili, zawsze byli idealnie zgodni. Byli wzorem dla innych par. Sielanka skończyła się po półtora roku.
nagle zaczęły się kłótnie. Każda mała błachosta była idealnym powodem do kolejnej sprzeczki. Zaczęli się od siebie oddalać. Ich miłość nie słabła, ale odległóść między nimi była coraz większa.
Pierwsze szantaże, pierwsze słowa mówiące o rozstaniu. Pierwsze łzy i pierwsze rysy na ich nieskazitelnym uczuciu. Wiele razy dawali sobie kolejne szanse. Upływały dni, tygodnie aż w końcu długie miesiące. Wszystko otoczone nadzieją, że ich miłość jeszcze ma szanse, wiara, że wszystko jeszcze da się odbudować. Można zacząć od nowa. Można poznać się na nowo i na nowo w sobie zakochać.
Przez rok żyli w słodko-gorzkiej obłudzie. Pamiętając początki swojej znajomości, nie chcieli dopuścić myśli, że ich koniec jest blisko.
W końcu przestali się lubić. Ich miłość ulotniła się wraz z pierwszymi podmuchami jesiennego wiatru. Nadszedł czas decyzji, ich wspólny czas dobiegł końca.
Ich serca przepełnił strach i olbrzymi żal. Zabrakło im odwagi by ten ostatni raz spojrzeć sobie w oczy, by ten ostatni przytulić się do siebie.
Spędzili ze sobą 31 miesięcy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)